niedziela, 11 maja 2008

Bajka o karierze

Angora Warszawa, 11 maja 2008 rok

Młode, zgrabne, powabne.  Uczestniczki konkursów piękności. Walczą o koronę tytuły, sławę. A potem...

W Polsce organizowane są od ćwierć wieku. Przez ten czas do finału dotarło ponad tysiąc dziewcząt. Co roku w tej nietypowej rywalizacji uczestniczy kilka tysięcy panien. Dla wielu konkursy piękności są nadzieją, szansą, przygodą. Ale trofea przypadają w udziale tylko nielicznym. Co potem robią laureatki oraz dziewczęta, które przegrywają batalię o tytuł najpiękniejszej? Czy udział  w tej imprezie pomaga im w dalszym życiu?

Od kilku lat wybory miss są coraz bardziej popularne. W Polsce jest ich już kilka. Największą renomą cieszą się jednak tylko dwa konkursy - Miss Polski i Miss Polonia, choć ten ostatni, po aferze przy wyborach Miss World w Warszawie z pewnością stracił na znaczeniu.
W każdym z nich występuje tysiące dziewcząt. I wszystkie zapewniają, iż udział w tej imprezie, to tylko przygoda, zabawa, możliwość poznania ciekawych ludzi. Żadna walka, rywalizacja, nic poważnego. W istocie jednak prawie każda z nich marzy o koronie najpiękniejszej, o zdobyciu atrakcyjnych nagród, światowych wojażach i błyskotliwej karierze. Ale czy udaje się spełnić te marzenia?
Próbowałem porozmawiać zarówno z organizatorami konkursu Miss Polski i Miss Polonia. Niestety, reprezentanci Biura Miss Polonia nie wykazali żadnego zainteresowania. Tym samym ciąg dalszy będzie dotyczyć w większości uczestniczek wyborów Miss Polski.
Jak mówi Jerzy Szamborski, dyr. Biura Konkursów w firmie Missland, organizującej wybory Miss Polski, w poprzednim roku padł prawdziwy rekord. Tylko w samym Lublinie na eliminacje przyszło prawie 800 dziewcząt. - W sumie do udziału w imprezie zgłosiło się kilka tysięcy panien. Zarówno do rywalizacji o tytuł dorosłej, jak i Miss Nastolatek. Oznacza to, że coraz więcej dziewcząt chce spróbować szczęścia, każda wierzy, że to do niej uśmiechnie się los.
O szczęściu może z pewnością mówić Aneta Kręglicka, która jako jedyna Polka sięgnęła po najwyższe trofeum - została Miss Świata. Ale wśród laureatek światowych, znaczących konkursów było wiele Polek. Choćby Ewa Wachowicz. Zarówno Aneta, jak i Ewa do dziś są bardzo znane i z pewnością udział w konkursie pomógł im w późniejszej pracy. Lecz jednak na tak ogromną liczbę uczestniczek, to niezbyt szokujące przykłady. Bo, niestety, większość laureatek znika potem gdzieś w codziennym życiu. Ba, czasami nie wiemy nawet, że przed laty uczestniczyły w konkursach piękności, że zdobywały jakieś tytuły. Np. Renata Gabryjelska i Ilona Felicjańska dotarły do ścisłej czołówki. Agnieszka Włodarczyk, dziś już nie tylko aktorka, ale i piosenkarka, znalazła się w finałowej dziesiątce w konkursie Miss Polski Nastolatek w 1995 roku. Rywalizację wygrała wówczas 15-letnia Agnieszka Gołąbiewska z Malborka. Dziś Agnieszka nazywa się Cegielska, raczy nas informacjami o pogodzie w TVN i ma wielu fanów. Podobnie było z Agnieszką Popielewicz, która kilka lat temu nie znalazła się nawet w trójce najpiękniejszych, a dziś robi telewizyjną karierę. Inna z finalistek, Dorota Czaja, tańczy w paryskim Moulin Rouge.
- Na nic nie ma reguły
- mówi dyr. Szamborski. - Były takie dziewczęta, które korona uwierała po pół roku, nie były wewnętrznie przygotowane do tej roli. Nie interesowała ich kariera, modeling itp. A z drugiej strony, dziewczęta, które nie wierzyły w sukces, zdobywały najwyższe laury i z czasem coraz bardziej się do tego przekonywały. Podobało im się to i w konsekwencji zostawały gwiazdami. Jest i trzeci typ. Aneta Kręglicka od początku była bowiem gwiazdą, absolutną faworytką. Miała to w charakterze. Potrafiła się znaleźć, pokazać, zaprezentować całą siebie. Do dziś odcina z tego kupony. I jeśli nawet tego nie chce, to tak jest postrzegana.
- Wiele zależy od tego, z jakimi nadziejami dziewczyna przystępuje do konkursu - mówi Monika, która wiele lat temu dotarła do półfinału. - Pochodzę z biednej rodziny, więc już sam udział, ludzie, stroje itp. dużo mi dały. Dzięki konkursowi poznałam wiele ciekawych osób, dostałam potem atrakcyjną pracę. I to bez łóżkowych konotacji.
Zdaniem Moniki, są dwa typy dziewcząt. - Jedne, to te, które marzą o koronie, karierze, splendorze. Innym zaś wystarczy, że poznają ludzi z wierchuszki, bogatego faceta, który w nie zainwestuje. generalnie jednak każda ma swój cel i zrobi wiele, by to osiągnąć.
- Ten konkurs daje możliwości wybicia się, kreacji, uczy poruszania się, kobiecości - stwierdza Jerzy Szamborski. - Daje też kontakty. Na pewno jednak nie można mieć pewności, że jest wstępem do kariery, np. artystycznej. Zapewne Agnieszka Włodarczyk ani Dorota Czaja nie widziały tak swojej przyszłości. Ale konkurs na pewno czegoś uczy, daje ogładę, w istocie dziewczęta wiele z niego wynoszą. Spora część finalistek występuje potem w konkursach międzynarodowych i osiąga sukcesy. Niektóre robią karierę artystyczną, pracują w telewizji, inne - jak np. Joanna Pańkowska z Elbląga czy Ela Sawerska z Lublina - zakładają własne agencje modelek, hostess, organizują konkursy regionalne. Zaś Kamila Wiśniewska prowadzi najlepszą firmę cateringową w Londynie, która jako jedyna obsługiwała przyjęcia dla królowej Elżbiety II i premiera Tony'ego Blaira.
- Trzeba przejść jeden konkurs w życiu, aby nauczyć się chodzić, uśmiechać - tłumaczy Joanna Kryspin, która w 2006 roku znalazła się w finałowej dziesiątce, a potem reprezentowała Polskę w konkursach w Ghanie i Chinach. Przekonuje, że do konkursu trafiła przypadkiem. - Najpierw uczestniczyłam w konkursie Elite Model Look. dzięki kontaktom wystartowałam w wyborach Miss Wybrzeża. Nic nie zdobyłam, ale otrzymałam tzw. zieloną kartę do ćwierćfinału. W finale pozostałam bez tytułu. Czułam się zawiedziona, to były ogromne emocje. Obiecałam chłopakowi, że już nigdy więcej... I przeżyłam kolejny zawód, bo zaproponowano mi udział w konkursie w Chinach, ale się nie odbył. Niebawem pojechałam jednak do Ghany.
Dziś wspomina to jako cudowne doświadczenie. - Blichtr i bieda - podkreśla. - Dramat. Ale i piękna przygoda. Zdobyłam tytuł Face of Universe Europe. Miesiąc po powrocie otrzymałam ofertę uczestnictwa w prestiżowym konkursie Top Model of the World w Pekinie. Nie wahałam się ani minuty.
Wśród 60 światowych piękności doszłam do finałowej piętnastki. Ale nie ukrywa, że apetyt miała większy. - Bo skoro się już startuje, to trzeba mieć marzenia.
Marzenia ma także 17-letnia Klaudia Gąsiorek. Jak mówi, od małej dziewczynki chciała być miss. - Zawsze oglądałam konkursy w telewizji. Już jako nastolatka byłam modelką jednej z firm bieliźniarskich. Potem zgłosiłam się na wybory. Miałam 14 lat. I zostałam I Wicemiss Mazowsza Nastolatek.
W finale już jednak nic nie zdobyła. Byłam zawiedziona. Ale konkurs nauczył ją pewności siebie.
- Zawsze chce się wygrać
Marzą się dalekie podróże. Ta impreza daje duże możliwości, może ktoś cię zauważy. Dla każdej młodej dziewczyny jest to bajka o karierze.
I Klaudia wciąż nie rezygnuje z tej bajki. Znowu chce wystartować w konkursie. Jak tłumaczy na złość chłopakowi. - Na pewno będzie łatwiej. Wiem już więcej od innych, będę bardziej pewna siebie.
Ponownego udziału nie wyklucza także Joanna. - Zaciekawiło mnie to. Chciałabym znów spróbować. Dlaczego? Nie wiem. Chciałabym wygrać. Nie wszyscy mogą przeżywać takie emocje i mieć szansę na zwiedzanie świata.
Zupełnie inaczej myśli Małgorzata Grześkiewicz III Wicemiss Polski Nastolatek 2004, Wicemiss Bikini World 2005. Ona już nie chce startować, nie marzy już o karierze modelki.
Małgosia zaczynała swoją przygodę, mając 16 lat. Poszła na casting na modelki i przeszła. Zaczęła pracować. - Podobało mi się to, poznawałam coraz więcej ludzi. I dzięki nim trafiłam na wybory regionalne, by potem znaleźć się w finale. Choć początkowo miałam do tego luźny stosunek, to potem chciałam wygrać. Taki jest cel, chce się zdobyć koronę.
Gosia przyznaje, że mimo zawodu, wiele się nauczyła. - Dało mi to pewność siebie, nauczyłam się obycia, dowartościowałam. Jedna z agencji amerykańskich zaproponowała mi po tej imprezie współpracę, ale niestety, nie pojechałam. Nie miałam pieniędzy na bilet.
Wciąż jednak wierzyła, że zrobi krok dalej. Pracowała jako modelka i hostessa. Rok później dostała propozycję wyjazdu do Turcji. Wystartowała w dwóch konkursach Miss Bikini World i Model of Universe. Pojechała z apetytem na zdobycie czegoś więcej. Została wicemiss. Potem na trzy miesiące wyjechała do Mediolanu, ze swojej agencji modelek. Ale sen nie stał się jawą. - Źle się czułam, inaczej to sobie wyobrażałam. Myślałam, że będę pracowała w reklamie, że przede mną wielka kariera, duże pieniądze. Ale to nie tak łatwo. Wróciłam zdegustowana, zawiedziona. Zdecydowałam, że kończę tę zabawę.
Od tego czasu już nie wyjeżdża, choć czasem pracuje na targach lub uczestniczy w sesjach zdjęciowych. Krótko pracowała u Harodd'sa w Londynie, skończyła studia, ale - jak mówi - przez te dwa lata niewiele zrobiła. Niczego jednak nie żałuje, bo dalszy ciąg zawsze może być jeszcze ciekawszy. - Być może miałam zbyt wielkie marzenia - mówi.
Zupełnie inną drogę przeszła Agnieszka Cegielska. Zapewnia, że udział w konkursie to zupełny przypadek. Wybrano ją w jednym ze szkolnych konkursów. I wcale nie był to konkurs piękności. Ale kiedy okazało się, że każda szkoła ma wytypować reprezentantkę na regionalne wybory miss, dyrektor uznał, że już mają taką dziewczynę. I pojechała do Elbląga. Została miss.
- Nigdy nie byłam w to w stu procentach zaangażowana - opowiada. - Po wyborze myślałam, że już dalej nie zajdę. Ale była presja, że mam nie rezygnować. I wygrałam finał.
Późniejsze jej losy niewiele mają wspólnego ze zdobytą koroną. Przypadkiem została modelką. Wzięła udział w castingu i... dostałam propozycję. Zaczęłam pracować. Mediolan, Paryż, potem wyjechałam na kontrakt do Japonii. Przez osiem lat podróżowała po świecie. Po powrocie zamieszkała w Hiszpanii. I, jak zapewnia, sądziła, że właśnie tam znalazła swoje miejsce. Studiowała. Ale pojawił się mężczyzna. Do tego z jej rodzinnego miasta. Wróciła z nim do Polski i wszystko zaczęło się od nowa. Została radną w Malborku. Ale kiedy jeden ze znajomych namówił ją , by wysłała swoje CV do TVN, nie wahała się. - Jadąc na casting , nie wiedziałam, że to będzie pogoda. musiałam się dużo nauczyć. Ale udało się. I realizuję się.
Agnieszka dodaje, że wszystko zależy od osoby, od osobowości, od moralnego kręgosłupa.
- Dziewczęta osiągają sukcesy bez konkursów
Na pewno jednak każdy ciąg dalszy uczestniczek tych imprez jest inny, indywidualny. Nie można generalizować. Każdy ma swoją historię i nie można doszukiwać się żadnych podobieństw jedynie po tym, że któraś  z nas wygrała i włożyła na głowę koronę.
Zdaniem Joanny, większość finalistek po udziale w konkursie gdzieś po prostu znika. - Nie każda może reprezentować kraj za granicą, nie każda dostaje jakieś propozycje. Ale warto próbować. Za 30 lat na pewno nie będę tego żałować.
Małgosia dodaje, że wszystko zależy od osobowości i motywacji. - Trzeba być jednak realistką. Jednym wystarczy, że pozna bogatego faceta, inne chcą czegoś więcej.
Zdaniem dyr. Szamborskiego, czasy poznawania bogatych sponsorów już się skończyły. Choć kiedyś konkursowe znajomości znajdowały i małżeński finał. Za francuskiego milionera wyszła Kasia Zawidzka, a Joanna Gapińska została żoną biznesmena mieszkającego w Chicago. Były jednak i tragedie. Agnieszkę Kotlarską zamordował psychicznie chory wielbiciel, a Magda Jaworska, która rozpoczynała karierę dziennikarską, zginęła porażona prądem. Był też epizod związany z branżą porno, gdyż jedna z miss robiła karierę pornostar w Niemczech. Kilka finalistek otrzymywało też propozycje od "Playboya".
- Na pewno konkursy piękności są szansą dla młodych dziewcząt - mówi - Jerzy Szamborski. - Zwłaszcza dla tych z mniejszych miejscowości. Miss Polski to Narodowy Konkurs Piękności. A to nas zobowiązuje. I nadaje rangę imprezie. Dziewczynom także. Niech zatem próbują, bo ciąg dalszy zależy nie tylko od szczęścia, ale i od nich samych.
TOMASZ GAWIŃSKI

sobota, 18 maja 2002

Miss Europy w Białymstoku

"Gazeta Współczesna", 17-19 maja 2002 rok

Układy choreograficzne, pozowanie do zdjęć, a wieczorem dyskoteka - tak spędzały czas finalistki Miss Europy, które do piątku przebywały na zgrupowaniu w białostockim Hotelu Golębiewski.

Finalistki miss Europy, najstarszego konkursu tego typu na świecie, który po raz pierwszy jest organizowany w Polsce, przebywają od ubiegłej soboty na zgrupowaniu w Hotelu Gołębiewski w Białymstoku. Czterdzieści trzy najpiękniejsze dziewczyny z dwudziestu dziewięciu krajów Europy, a wśród nich ta, która otrzyma koronę Miss Europy, od świtu do zmierzchu ćwiczą układy choreograficzne, pozują do zdjęć i telewizyjnych spotów reklamujących konkurs. Przez tydzień pobytu w Białymstoku nie miały chwili wolnego czasu na zwiedzanie miasta.
- Po raz pierwszy w historii tego 66-letniego konkursu, który rozpoczął się w 1936 roku, prawo jego organizacji otrzymała Polska. To wielkie wyróżnienie - twierdzi Jerzy Szamborski, dyrektor konkursu.
Nie tylko po angielsku
Konkurs, tak jak każde przedsięwzięcie tego typu, ma swój regulamin. Do walki o koronę najpiękniejszej Europejki mogły się ubiegać bezdzietne panny, w wieku od 16 do 26 lat, mające nie mniej niż 170 cm wzrostu. Niezbędnym warunkiem było posiadanie obywatelstwa danego kraju.
Zdecydowana większość dziewcząt zna język angielski. Jest to niezbędne chociażby w kwestiach organizacyjnych, czy podczas przerabiania układów choreograficznych. Dziewczyny mają zresztą świadomość, że chcąc zaistnieć na świecie, muszą znać język angielski. Ponadto niektóre z nich znają nie tylko angielski, ale także rosyjski, niemiecki, a po kilkudniowym pobycie w Białymstoku, rozumieją nawet niektóre wyrażenia w języku polskim..
Setki prób
Podczas koncertu galowego dziewczyny zaprezentują się trzy razy. Wystąpią w strojach narodowych, sukniach wieczorowych i kostiumach kąpielowych. Każdy układ musiały ćwiczyć setki razy.
- Połowa dziewczyn to bardzo zdolne osoby, czuja muzykę, w locie łapią o co chodzi. Nad drugą połową trzeba usilnie pracować. Staramy się, żeby wszystkie wypadły w finale jak najlepiej. Potrzeba jednak na to dużo czasu, wiele godzin prób. Wiele naszego starania, a z ich strony - dobrych chęci - powiedziała Hanna Kosiewicz choreograf. - To jest ciężka, monotonna praca. Jednak osiągnięcie perfekcji wymaga poświęcenia.
Polskie kandydatki do korony
Polskę podczas koncertu finałowego reprezentować będą trzy dziewczyny, najwięcej, gdyż nasze państwo jest organizatorem imprezy. Inne kraje miały możliwość wystawienia tylko jednej lub co najwyżej dwóch kandydatek.
W wyróżnionej trójce znalazła się Małgorzata Książek z Chrzanowa, która jest tegoroczną maturzystką, a w przyszłości planuje studiować psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jej ulubionym zajęciem jest pisanie. Obecnie pracuje nad swoją autobiografią. Jak nam powiedziała, jest to bardzo osobista książka i nie chciałaby na razie zdradzać szczegółów fabuły. Poza tym Gosia gra w koszykówkę. Przez trzy lata trenowała taniec disco show - w 2000 r. zdobyła w tej kategorii tytuł wicemistrzyni Polski.
- W ćwiczenia, które od rana do wieczora wykonujemy, musimy wkładać naprawdę dużo wysiłku. A jeszcze te buty na wysokich obcasach. Jednak pomimo wszystko jest przyjemnie. poznałam wielu ciekawych ludzi, wiele kultur się tutaj miesza - powiedziała Małgosia.
18-letnia Anna Baltrukiewicz z Gryfic też jest tegoroczną maturzystką. teraz zamierza zdawać do Instytutu Kultury Fizycznej. Jej pasją jest siatkówka - od dawna gra w lokalnej drużynie. Uwielbia też tańczyć i słuchać muzyki oraz pływać.
- Na maturze zdawałam angielski. To była teoria, a teraz na zgrupowaniu mogę to doszlifować w praktyce - śmieje się Ania.
Anna z Małgorzatą każdego wieczoru wymykają się do hotelowej dyskoteki. Lubią taniec, nie mogły więc oprzeć się pokusie, by potańczyć dla siebie, a nie pod okiem choreografa. Czasami dołączała do nich Katarzyna Sitarska, 21-latka z Warszawy, studentka II roku biznesu międzynarodowego. Jeżeli w natłoku zajęć Kasia znajdzie trochę czasu, to robi zdjęcia, szczególnie zaś w trakcie podróży po Europie. Jest urzeczona zabytkami Pragi, jednak wciąż marzy o wypadzie na Szeszele.
- Jestem bardzo żywiołową osobą. Cały czas pędzę. Rano studia, później firma kurierska, a wieczorem jestem hostessą lub modelką - mówi Kasia. - Jednak znajduję czas dla swojego chłopaka. Mariusz jest właścicielem firmy, też narzeka na brak czasu, więc świetnie się rozumiemy w tym względzie.Ostatnio udało nam się wyjść do kina, to był chyba "Piękny umysł".
Zwierzenia po niemiecku
W czasie zgrupowania nawiązało się wiele przyjaźni. jednak dziewczynom łatwiej było się zwierzać w swoich ojczystych językach. Dlatego na przykład dziewczyny z Niemiec , Szwajcarii i Austrii miały ułatwione zadanie.
23-letnia Ana z Niemiec studiuje handel zagraniczny i zajmuje się dorywczymi pracami, aby zarobić jakieś pieniądze. W wolnych chwilach pływa, jeździ na rowerze i spotyka się na dyskotekach ze znajomymi. 16-letnia Stefanii ze Szwajcarii także wolny czas lubi spędzać tańcząc w dyskotekach. Natomiast 21-letnia Karolina, reprezentantka Austrii, jest fotomodelką i męczą ją czasami kontakty z ludźmi. Dlatego w wolnych chwilach zaszywa się w swoim pokoju i czyta książki.
Która z nich zdobędzie koronę najpiękniejszej?
Finał konkursu odbędzie się w najbliższą niedzielę w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie. Będzie transmitowany o godz. 19 w telewizji Polsat. Program, dzięki satelitom, będzie można oglądać nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. jest to pierwsze tego typu przedsięwzięcie tej telewizji.
Katarzyna Michałowska

piątek, 17 maja 2002

Tylko jedna zostanie królową

"Kurier Poranny", 17 maja 2002 rok

Najpiękniejsze dziewczyny Europy
Wszystkie są piękne i pełne uroku. Koronę Miss Europy może zdobyć tylko jedna z nich.Przez ostatnie kilka dni ponad czterdzieści najpiękniejszych Europejek przygotowywało się w białostockim Hotelu "Gołębiewski" do wyboru najpiękniejszej mieszkanki naszego kontynentu

Greczynka ma podwójne obywatelstwo: francuskie i greckie, reprezentantka Norwegii urodziła się w Iranie, piękność z Niemiec jeszcze kilka lat temu mieszkała w Rosji nad Wołgą. W konkursie "Miss Europa" o zjednoczeniu Europy nie trzeba już mówić. To rzeczywistość.
Tego jeszcze w naszym grodzie nad Białą nie było. 43 najpiękniejsze mieszkanki Europy z 29 krajów przez kilka dni przygotowywały się w Białymstoku do wyborów Miss Europa 2002.
- To pierwsza tej rangi i o tym znaczeniu impreza rozgrywana w Polsce - chwali się Jerzy Szamborski, jeden z organizatorów konkursu. - Co więcej, to najdłuższy tego typu konkurs. Pierwsze wybory odbyły się w 1936 roku.
Polska jako organizator konkursu, ma prawo wystawić aż trzy reprezentantki. Nasz kraj będą reprezentować: Katarzyna Sitarska z Warszawy, Anna Baltrukiewicz z Gryfic i Małgorzata Książek z Chrzanowa.
Wtorek po południu. Dziewczyny ubrane w narodowe stroje trenują przed niedzielnym występem. Uśmiechają się, ale napięcie już jest widoczne, choć do finałów zostało pięć dni.
Są piękne i młode. Większość start w konkursie na najpiękniejszą Europejkę traktuje jako przygodę, nie ukrywa jednak, że jest to również dla nich ogromna szansa. Marzą o telewizji, kinie, estradzie.
Polityka i wybory miss
Niewiele brakowało, by tegoroczne wybory miss odbyły się w atmosferze międzynarodowego skandalu politycznego. Przedstawiciele Cypru, zagrozili bowiem wycofaniem z konkursu swojej przedstawicielki. Nie chcieli by śliczna 20-letnia Marianna Symeoo, Miss Cypru konkurowała z najpiękniejszą dziewczyną z Tureckiej Republiki Północnego Cypru. A wszystko to dlatego, że w 1974 roku na Cyprze miał miejsce przewrót - władzę przejął grecki rząd. Turcy zaś zajęli północną część wyspy. Od tego czasu oba kraje pozostają w konflikcie...
- Jeśli to się potwierdzi, będę musiała zrezygnować z udziału w konkursie - Marianna stara się wytłumaczyć problem.
Na szczęście problem rozwiązał się sam. Konkurentka pięknej Cypryjki ostatecznie nie dotarła do Białegostoku i Marianna będzie mogła wystartować.
Także dla Diellzy Kolgeci - najpiękniejszej Kosowianki udział w konkursie piękności to nie tylko przygoda, ale i sprawa polityczna.
- Mój kraj na takiej imprezie będzie reprezentowany po raz pierwszy, to ogromny zaszczyt - podkreśla nie bez dumy Diellza. - Zdaję sobie sprawę, że żyjąc w Kosowie trudno uciec od polityki, nie sądzę jednak żeby konkurowanie , na przykład z przedstawicielką Serbii, miałoby jakieś znaczenie. Do polityki staram się nie mieszać.
Wiedzą czego chcą
Organizatorzy konkursu podkreślają, że każdego roku poziom organizowanych konkursów piękności wzrasta. teraz nie wystarczy być już tylko piękną. Prawdziwa Miss Europy musi być także inteligentną i interesująca kobietą.
- Jestem w tym biznesie od ponad pięćdziesięciu lat. Przez ten czas widzę, jak bardzo zmieniają się dziewczyny występujące w takich konkursach - mówi Antonia Corrieri, organizator konkursu odpowiedzialny za kraje europejskie. - Zwłaszcza ich podejście do życia. teraz nie liczy się już tylko uroda. Nasze kandydatki są nie tylko piękne, ale i wykształcone. Wiedzą czego chcą od życia. A jeszcze kilkanaście lat temu był problem ze zgromadzeniem odpowiedniej ilości kobiet jednocześnie pięknych i interesujących.
Zdecydowana większość z nich pracuje już jako modelki, poza tym studiują, próbują swoich sił w szołbiznesie. Wiedzą, że właśnie nadszedł ich czas i chcą to jak najlepiej wykorzystać.
- Kariera na wybiegu jest bardzo krótka - dodaje 22-letnia Amandine Hatzithomas. Miss Grecji. - Musimy myśleć o zajęciu, które zapewni nam przyszłość. Dlatego już w przyszłym roku zamierzam obronić pracę magisterską z literatury francuskiej na Uniwersytecie w Paryżu. Zamierzam wrócić do Grecji i tam uczyć w szkole.A na razie próbuję też swoich sił jako tancerka.
- Marzę o pracy w telewizji - mówi Brunhilde. - Przede wszystkim jednak, dzięki takim wyborom mam okazję sprawdzić się w niezwykłych sytuacjach. To dzięki temu, że zostałam Miss Belgii jednego dnia spotykam się z małymi dziećmi, by wieczorem być na przyjęciu z udziałem ministrów najważniejszych państw świata. Myślę, że te pozyskane teraz kontakty z czasem zaowocują. Jeśli by mi się jednak nie powiodło, zawsze mogę wrócić do wyuczonego przez siebie zawodu - sekretarki.
Doskonale rozumie to Diellza Kolgeci z Kosowa.
- Przez trzy lata pracowałam w Nowym Jorku jako modelka, wróciłam jednak do Pristiny, żeby studiować prawo - tłumaczy. - Chcę zostać adwokatem, jestem już na drugim roku studiów. Póki co, pracuję jako modelka, piosenkarka, aktorka. Całkiem niedawno zagrałam główną rolę w bardzo popularnym u nas filmie. Ale tak naprawdę, w tej chwili interesuje mnie tylko praw i studia. Z tym wiążę swoją przyszłość.
Która wygra
Gdy mowa o szansach poszczególnych kandydatek na wygranie tytułu Miss Europy wszystkie dziewczyny starają się być dyplomatkami.
- Byłabym szczęśliwa, żeby wygrała dziewczyna miła, uprzejma - zaznacza Brunhilde. Ale kto wygra, okaże się dopiero w niedzielę.
- Wszystko może się zmienić w czasie samego konkursu - dodaje Amandine. - Przecież będziemy nie tylko prezentować się w strojach kąpielowych, ludowych oraz wieczorowych sukniach. Mam nadzieję, że jurorzy zwrócą też uwagę na to co mamy do powiedzenia. Tytuł Miss Europy do czegoś przecież zobowiązuje. Królowa piękności musi być nie tylko piękna, ale i mądra.
Finał konkursu odbędzie się w najbliższą niedzielę w warszawskim teatrze Roma. Bezpośrednią relacje z tej imprezy przygotowuje telewizja "Polsat".
Konkurs Miss Europe to najstarszy międzynarodowy konkurs piękności. Pierwsza edycja i wybór najpiękniejszej panny Europy odbył się we Francji w 1936 roku. Pomysłodawcami i pierwszymi organizatorami byli panowie Maurice de Walleffe i Jean Barone. W 1950 roku prezydentem konkursu został pan Jean Raibaut, który do dzisiaj przewodniczy Międzynarodowemu Komitetowi Organizacyjnemu Miss Europe. Obecna edycja konkursu Miss Europe odbywa się w Polsce. Spośród blisko 50 kandydatek wybrana zostanie najpiękniejsza panna Europy. Finał odbędzie się w niedzielą w teatrze Roma w Warszawie.
Magdalena Kleban

piątek, 21 stycznia 2000

Nie kariera, lecz zabawa

Gazeta Codzienna "Nowiny", 21-23 stycznia 2000 rok

Rozmowa z AGNIESZKĄ ZYCH, Miss Krajów Bałtyckich w 1995r. (Miss Baltic Sea 1995)

- Pięć lat temu w Helsinkach wśród 9 dziewcząt z Danii, Estonii, Finlandii, Litwy, Łotwy, Niemiec, Rosji, Szwecji najpiękniejszą okazała się Polka z Jasła. Zanim ubrano ją w długi, czerwony płaszcz królowej piękności i koronę, przed skandynawską publicznością wystąpiła w stroju łowickim...

- Nigdy w najśmielszych marzeniach nie myślałam, że wygram ten konkurs. Co prawda rywalizowało z sobą dziewięć kandydatek, ale wszystkie były bardzo ładne. Ja osobiście stawiałam na blondynkę. Zwycięstwo było tym trudniejsze, że w jury brakowało przedstawiciela Polski. Pozostałe dziewczęta miały "swoich" jurorów. Tytuły wicemiss otrzymały: Estonka i Dunka. Byłam zdana na siebie. Na duchu podtrzymywała mnie Polka mieszkająca na stałe w Finlandii, pani Jolanta Laaperi. Jestem jej bardzo wdzięczna; do dziś pamiętam jej przyjaźń i życzliwość. Tygodniowy pobyt połączony był z objazdem krajów. Codziennie w innym mieście spotykałyśmy się z publicznością na specjalnym show. Tam także rywalizowałyśmy ze sobą. Dwukrotnie taka rywalizację wygrałam, co bardzo podniosło mnie na duchu. Może to zapowiadało późniejsze zwycięstwo? Po koronacji był uroczysty bankiet. Do kraju przywiozłam komplet miejscowej prasy z moimi zdjęciami na pierwszej stronie. Po wejściu do samolotu gratulowali mi obcy ludzie, kapitan zaprosił do kabiny pilotów.
- Jakie były nagrody?
- Dostałam tys dolarów, kosmetyki, elegancką bieliznę.
- Jak pani trafiła do Helsinek?
- Zostałam pierwszą Wicemiss Polski w 1994, a nieco wcześniej Miss Małopolski.
- Jak robi się karierę w konkursach piękności?
- Zaczęło się od przypadku. Po maturze w Liceum Ogólnokształcącym w Kołaczycach pojechałam do Krakowa, gdzie rozpoczęłam naukę w prywatnej szkole biznesu. Mieszkałam z dwiema koleżankami z Jasła. Pewnego dnia jedna z nich przyszła z wiadomością o eliminacjach do konkursu Miss Małopolski. Odbywała się one w klubie studenckim. Poszłyśmy wszystkie trzy i zakwalifikowałyśmy się do drugiego etapu. Później były przygotowania do kolejnej eliminacji w hali "Wisły".
- Coś w rodzaju kursu dla modelek?
- O modelkach mówi się "chodzący wieszak". Tu chodziło o wyeksponowanie siebie, a nie noszonych na sobie ubrań. Przez kilka weekendów uczyłyśmy się choreografii, chodzenia, dykcji. Pamiętam, że na jednej z prób spadłam ze schodów. Straciłam równowagę w wysokich szpilkach. te doświadczenia - dobre i złe - bardzo mi się przydały...
- ...w finale?
- Dzięki nim nie miałam tremy, byłam już oswojona z estradą. Wybory spośród dwunastu kandydatek trwała trzy godziny. Zwycięstwo przyszło niespodziewanie. Wyżej oceniałam szanse koleżanek niż swoje. Miałam tym większą satysfakcję, że oprócz Miss Małopolski otrzymałam także tytuły Miss Publiczności, Miss Foto i Miss "Sztandaru Młodych".
- Automatycznie przeszła pani do finału w Warszawie. Co najdłużej pozostało w pamięci?
- Do finału przeszło pięć kandydatek. Najpierw ogłoszono nominacje wicemiss. Pamiętam moment, gdy tylko dwie z nas pozostały na scenie. Zdawałam sobie pytanie: kto zwycięży? Zostałam pierwszą Wicemiss Polski. Nagrodą było 3 tys. dolarów i suknia ślubna: długa, koronkowa, ze wspaniałym trenem. Odstąpiłam ją koleżance. Sama zamówiłam inną (o podobnym fasonie), choć w tej samej firmie. Było to znacznie później, w 1997 r. Po zwycięstwie musiałam podporządkować się warunkom postawionym przez organizatorów. Przez rok nie mogłam wyjść za mąż, ani zajść w ciążę; jeździłam na imprezy do Katowic, Poznania, Warszawy.
- Po zwycięstwie w Finlandii otrzymała pani mnóstwo propozycji. Które pani wybrała?
- Przez okres dwóch lat występowałam jako modelka. W 1996 r. otrzymałam w Krakowie tytuł Best Model, później ofertę wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Nie skorzystałam z niej. Miałam inne plany: wyszłam za mąż. Teraz mam półtorarocznego syna Eryka. Kiedy podrośnie, rozejrzę się za pracą. Ukończyłam studium samorządności. Moje podanie o zatrudnienie w Urzędzie Miejskim w Jaśle do dziś czeka bez odpowiedzi. Może zajmę się działalnością gospodarczą. Nie ukrywam, że najważniejsze są dla mnie dom i rodzina. mam wspaniałego męża i cudownego synka.
Rozmawiał ANTONI ADAMSKI

czwartek, 13 stycznia 2000

Blond Cafe

Super Express Warszawa, 13 stycznia 2000 rok

Renata Piotrowska Miss Polski '99, która w Kolumbii wywalczyła tytuł i koronę Miss Cafe, utknęła na lotnisku. Renata jest pierwszą Polką i pierwszą Europejką, która w rywalizacji o tytuł Miss Cafe dotarła tak wysoko.

- Siedzę w Bogocie - powiedziała nam "misska" przez telefon. - I czekam na lepszą pogodę.
Tu jest wiosennie i ciepło, ale z powodu dużego zachmurzenia odwołano wszystkie loty. Z Manizales, gdzie odbywał się konkurs, do stolicy Kolumbii dotarłam bez trudu, lecz na lot do Frankfurtu muszę poczekać przynajmniej do czwartku. 
Renata jest szczęśliwa. Została uznana za jedną z trzech najpiękniejszych dziewczyn w konkursie. Doceniono jej niebanalną urodę, skromność i... blond włosy.
- Wszystkie dziewczyny były obwieszone bogatą biżuterią - dzieliła się wrażeniami Renata. - Jak już kolczyki, to przeogromne. Jak broszka czy diadem, to bardzo okazałe. Ja wyglądałam skromnie, ale chyba to właśnie ujęło południowo-amerykańskich jurorów.
Konkurs Miss Cafe odbywa się w Ameryce Południowej od 29 lat.
Bożena Chodyniecka